Z rodziną czas dzieję i jest mi weselej –
Dni Otwarte w imielińskiej podstawówce
Z rodziną czas dzieję i jest mi weselej
– pod tym hasłem odbyły się pierwsze Dni Otwartej Szkoły Podstawowej
w Imielinie. W atmosferze rodzinnego pikniku i wspólnej zabawy
uczniowie, wraz z najbliższymi, uczestniczyli w wyjątkowym święcie
szkoły. Na co dzień podporządkowane rytmowi lekcji i dzwonków mury
zatrzęsły się w posadach, wypełnione barwną i bogatą „paradą
atrakcji”.
Uroczystości rozpoczęły się 18 czerwca, w piątek, Koncertem
Laureatów[1],
podczas którego zaprezentowały się sławy naszej podstawówki i
zdobywcy wielu nagród: zespoły muzyczne i ich soliści, grupy
taneczne, instrumentaliści, trupy aktorskie, recytatorzy, a nawet…
gimnastyczki artystyczne. Kolejną atrakcją Dni Otwartych była
przechadzka po szkole, podczas której zwiedzać można było sale
lekcyjne i pracownie. W tych zaś czekały na spacerowiczów wystawy
prac, kronik i albumów, prezentacje multimedialne, pokazy w 3D,
eksperymenty i doświadczenia przyrodnicze, a nawet instrumenty
muzyczne, które szczególną przyjemność sprawiły najmłodszym.
Spacerująca publiczność co rusz zaskakiwana była nowymi
wydarzeniami, bowiem na kolejnych piętrach szkoły odbywały się
happeningi i przedstawienia, m.in. odegrana po angielsku sztuka
Królewna Śnieżka i siedmiu
krasnoludków, awangardowa wersja
Romea i Julii czy maraton
konwersacyjny „In English”. Co ważne - uczniowie i nauczyciele na
Dni Otwarte nie przygotowywali niczego nowego – zaprezentowali
dorobek minionego roku szkolnego, ten zaś zaprezentował się nader
imponująco.
Pogoda zepsuła nieco szyki (ale nie humory!)
organizatorów drugiego dnia, w sobotę. Z powodu deszczu odwołane
zostały „dmuchańce”, które dostarczyć miały grawitacyjnych
przyjemności milusińskim, a także turnieje siatkówki i piłki nożnej.
Jednak życie szkole nie znosi próżni, a nauczyciele, znani z
rzutkości i elastyczności naprędce zorganizowali zajęcia sportowe na
szkolnych korytarzach i świetlicach, co – paradoksalnie –
przyczyniło się do podniesienia atrakcyjności. Bo kto by nie chciał
poskakać na piłce i poszaleć z hula-hopem tam, gdzie zazwyczaj nie
wolno nawet biegać?!
Dla wyczerpanych zwiedzaniem i oszołomionych
tempem szkolnego życia, podczas obu dni festynu, czekały kawiarnia i
cukiernia - jednym elementów uroczystości był bowiem kiermasz ciast,
które przygotowali wspaniali i niezastąpieni Rodzice naszych
wychowanków. Za symboliczną opłatę zakupić można było spory kawałek
świeżutkiego, domowego ciacha i doskonałą kawę… a potem już tylko
zasiąść w szkolnej ławie i powspominać minione czasy. A przed
wyjściem ze szkoły obowiązkowo przystawano przy stoiskach z
„pamiątkami” – wykonanymi przez uczniów i nauczycieli – kartkami,
obrazkami, biżuterią i wieloma pięknymi drobiazgami.
W to, że szkoła jest nie tylko miejscem pracy,
nauki, ale też zabawy i radosnego tworzenia nie wątpi zapewne żaden
z tak licznie przybyłych w nasze progi Gości. Takie imprezy jak Dni
Otwarte pokazują najbardziej radosne oblicze tej „instytucji”. Ale
co najważniejsze – warto pamiętać, że jest szkoła miejscem otwartym
ZAWSZE – wobec każdego dziecka, rodzica, nauczyciela, każdego
pomysłu czy idei, które niosą ze sobą dobro, prawdę i piękno.








































[1] Szczegółowa relacja w kolejny artykule.